Dziedziczność, zmienność, dostosowanie - to jedne z cech teorii ewolucjonizmu. Darwin próbował udowodnić, że na przestrzeni milionów lat naszymi zmianami kierowały dostosowania do czynników zewnętrznych (związane np. z szerokością geograficzną, klimatem itd.). Rozwinęliśmy się biologicznie, ale podmiotem rozwoju są cechy przodków, które po nich odziedziczyliśmy.
Natomiast Jamez Frazer opisując ewolucję wyróżnił trzy jej etapy: magię, religię i naukę. Twierdził, że gdy człowiek zwątpił w swoją moc uwierzył w bóstwa. Jednakże przyszedł moment, w którym ludzkość zdominowała przyrodę za pomocą techniki. Dzięki nauce człowiek znowu stał się szamanem - "bogiem cywilizacji". Cywilizacji rozumianej jako proces postępowy, przeciwny naturze.
Chciałabym teraz przenieść te teorie ewolucjonizmu na przeciętnego Jana Kowalskiego i jego psychikę. Całe nasze życie jest dowodem na istniejący indywidualnie i jednostkowo ewolucjonizm. Motywuje go nasz osobisty bagaż doświadczeń, który wraz z upływem lat staje się coraz cięższy. "Doświadczenie" - to sedno całego procesu rozwoju. Idzie on w niesłychanie różnych kierunkach, w zależności od swojej specyfiki. Często przez tę odmienność ludzkich doświadczeń dochodzi do konfliktów.
Exemplum: wczoraj moich znajomych zaczepili ludzie wychowani w zdegenerowanym środowisku, mający na swoim koncie odsiedziany wyrok w więzieniu, w którym nabyli pewien rodzaj doświadczenia. Taka eksperiencja jest absolutnie obca dla grupy osób z w miarę normalnych domów, gdzie jednak edukacja moralna stała na wyższym poziomie. Łączy nas z tymi gitami niewątpliwie to, że podobnie jak oni ukształtowani zostaliśmy przez różne przeżycia, jednakże więcej jest między nami różnic niż cech wspólnych. Odmienny sposób kształtowania naszej osobowości wytworzył inny sposób porozumiewania się. Gity przestrzegają "reguły bajery" co przejawia się grypsowaniem. "Zwykły śmiertelnik" nie jest w stanie zrozumieć zasad panujących w więzieniu, panującej w niej hierarchii i używanego języka.
Nie o tym jednak chciałam dziś pisać. Wróćmy może do rozważań na temat jednostkowej ewolucji.
Exemplum: wczoraj moich znajomych zaczepili ludzie wychowani w zdegenerowanym środowisku, mający na swoim koncie odsiedziany wyrok w więzieniu, w którym nabyli pewien rodzaj doświadczenia. Taka eksperiencja jest absolutnie obca dla grupy osób z w miarę normalnych domów, gdzie jednak edukacja moralna stała na wyższym poziomie. Łączy nas z tymi gitami niewątpliwie to, że podobnie jak oni ukształtowani zostaliśmy przez różne przeżycia, jednakże więcej jest między nami różnic niż cech wspólnych. Odmienny sposób kształtowania naszej osobowości wytworzył inny sposób porozumiewania się. Gity przestrzegają "reguły bajery" co przejawia się grypsowaniem. "Zwykły śmiertelnik" nie jest w stanie zrozumieć zasad panujących w więzieniu, panującej w niej hierarchii i używanego języka.
Nie o tym jednak chciałam dziś pisać. Wróćmy może do rozważań na temat jednostkowej ewolucji.
Powszechnie panuje mit o tym, że zmiany człowieka dotyczą magicznego przekroczenia liczby lat ze wspólnym mianownikiem siedem, czyli mówiąc prościej, zmieniamy się co siedem lat. Nie jest to do końca prawdą, ale niezaprzeczalnie przez taki okres człowiek potrafi diametralnie się zmienić.Siedem lat to wystarczający czas na nabycie nowych umiejętności i wspominanych wcześniej doświadczeń.
Czy jest jednak możliwe, aby indywidualna ewolucja mogła stać się rewolucyjna i zmienić nas w bardzo krótkim okresie? Umiem tylko stwierdzić z głęboką wiarą w słuszność tego co piszę, że takowa rewolucyjna ewolucja może mieć miejsce w przypadku nabywania niezwykłego doświadczenia, które dalece odbiega od tego co nas do tej pory w życiu spotkało. Może być to zmiana środowiska, kręgu znajomych, sytuacji materialnej na lepszą/gorszą, statusu związku na portalu społecznościowym na literę "f" (:P), czy też nagłą śmiercią kogoś bliskiego. Przykładów takich niezwykłych wydarzeń można podawać w nieskończoność. Przy okazji trzeba brać pod uwagę bardzo odmienne standardy przezywania jednostek, co wiąże się z tym, że owe wydarzenia nie będą współmierne dla wszystkich. Istnieją takie zdarzenia w życiu człowieka, które potrafią postawić go o level dalej w bardzo krótkim czasie. Podejrzewam, że dzieje się to jednak sukcesywnie, bo nawet najniezwyklejsze wydarzenie dochodzi do naszej świadomości etapowo.
Aby wyciągnąć w miarę słuszne wnioski wnikliwie obserwuję ludzi a w szczególności postać odbijającą się w lustrze. Analizując swoje zachowania próbuję zrozumieć zarówno siebie jak i innych innych. Nie jest to niezawodna metoda odkrywania prawdy o świecie, ale staram wykorzystywać przy tym procesie maksimum empatii. Wykorzystałam ją przy prowadzeniu i dzisiejszych rozważań. Przypomniałam sobie siebie sprzed roku i siebie teraz. Trudno mi było uwierzyć, że te dwie "ja" to "ja" jedna i ta sama. W ciągu ostatniego roku znajdowałam się w bardzo nowych dla mnie sytuacjach zarówno towarzyskich jak i prywatnych. Sukcesywnie zaczęły mi się zmieniać poglądy, priorytety. Zaobserwowałam znaczny progres. Czyżby to za sprawą zbliżających się dwudziestych pierwszych urodzin? A może jednak bardzo przewrotny los nauczył mnie inaczej patrzeć na świat? Może to doświadczenie dało mi bardzo szybką lekcję życia?
Nie umiem tego jednogłośnie stwierdzić, ale wiem jedno... warto starać się rozwijać, odkrywać coraz to nowsze prawdy o sobie i otaczającym nas świecie, samorealizować się, aby ukształtować swoje poglądy, przekonania. Najlepszym do tego narzędziem jest nasze życie, o które musimy dbać, aby nie przemykało nam przez palce.
Albowiem można próbować odebrać drugiemu człowiekowi wszystko co materialne - dom, samochód, pracę, żonę, ale nikt nie odbierze wypracowanego przez lata, zdobytego doświadczenia, które ma ważną funkcję w procesie kształtowania naszej osobowości.
Doceniajmy też rolę każdego naszego niepowodzenia, gdyż w znacznym stopniu wpływają na naszą psychikę.
Doceniajmy też rolę każdego naszego niepowodzenia, gdyż w znacznym stopniu wpływają na naszą psychikę.
Post powstał pod natchnieniem ponadprogramowej nauki do sesji, utworu SDM "Wędrówką życie jest człowieka", oraz życiowego doświadczenia.
Wybaczcie proszę za ten ogrom pytań postawionych bez konkretnej odpowiedzi i "toporne" pióro.
To moja pierwsza próba przelania myśli "na papier" od bardzo dawna. Bardzo mi trudno, gdyż myśli dyfuzyjnie poruszają się w mojej głowie.
